Blog tomaszewska.eu wykorzystuje pliki cookies. Jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. Dane, które zbieram są wykorzystywane wyłącznie do celów statystycznych oraz poprawnego korzystania z serwisu po zalogowaniu.

Janusz Korczak: Król Maciuś na wyspie bezludnej

„Dzieci są złe, niesprawiedliwe, złośliwe, kłamliwe. Jeżeli jakieś dziecko się jąka albo troszkę zezuje, albo rude, albo utyka na nogę, albo ma krzywe plecy, albo zrobi w majtki, zaraz mu dokuczają. Wołają: ślepy, kulas, garbus — wyśmiewają. Jak ma dziesięć lat, wyśmiewa się z ośmioletniego, jak ma dwanaście lat, nie chce się bawić z dziesięcioletnim. Jak widzą, że ktoś coś ma, to albo wymanią i oszukają, albo pozwolą się rozporządzać. Jak widzą, że jakieś dziecko jest porządniejsze, zazdroszczą i mszczą się. Jak chłopak silny i dobrze bije, to mu na wszystko pozwalają, a jak jest dobry i cichy, nic sobie z niego nie robią. Powiesz mu sekret, potem się pokłóci i wszystkim rozgada. Ze wszystkiego się wyśmiewają, każdego zaczepią, dają przezwiska. Jeżeli iść po ulicy parami, to przejść nie można. Bo wiedzą, że się nie będą bronić, bo idzie z nimi dozorca i nie pozwala się bić na ulicy. Pełno jest wśród dzieci złodziei. Jeżeli coś pożyczyć, to nie odda, jeszcze powie: „Wynoś się, odczep się, i odejdź, bo ci dam w zęby”. Chwalą się wszystkie. Każdy chce być pierwszy. Kłócą się starsze z młodszymi, chłopcy z dziewczynkami. Teraz rozumiem, dlaczego nie udał się sejm dzieci. Jakże się miał udać? Rozumiem, dlaczego byłem dobry, dopóki miałem serdelki, a potem chcieli mnie zdradzić. I jeszcze nazywali siebie rycerzami Zielonego Sztandaru. Białe dzieci są tak samo dzikie jak czarni ludożercy, a to jest wstyd. Ale Murzyni są nieszczęśliwi, bo nie mają oświaty. Nie chcę wracać do białych. Jeżeli mi się znudzi na bezludnej wyspie, pójdę do kraju Bum-Druma i tam na zawsze zostanę.

Maciuś zapomniał, że smutny król go słucha: mówił do siebie. Musiał wypowiedzieć głośno ten wielki żal, który mu się w duszy nazbierał”.

 

Jolanta Brach-Czaina: Szczeliny istnienia

„Góra brudnych naczyń w zlewie. Właściwie każdy mógłby zmyć po sobie. Ale nikt nie ma czasu. A poza tym i tak pozostałyby wspólne naczynia. Salaterk, waz i półmisków można nie używać, choć to nieznośnie sycha w dół każdy posiłek. Jednak nawet przy skrajnej redukcji zawsze zostaną do mycia garnki. Tłuste. Albo przypalone. Włożone do zlewu razem ze szklankami po herbacie. Teraz co? Zalać to wszystko wodą? Czy palcami wyciągać po jednym? Łatwiej byłoby myć każdy talerz osobno. Tyle, że wówczas trzeba by astawić nimi całą kuchnię, co sprawiałoby przygnębiające wrażenie. Więc może lepiej, jak wrzucone są do zlewu posklejane, upaprane teraz z obu stron, zamiast z jednej.

Iga Zakrzewska-Morawek: Wstyd

„Grzeczne dziewczynki zjadają wszystko, do czysta, nie zostawiając śladu. A gdy nikt nie patrzy, a sos jest do tych gołąbków smaczny, wylizują talerz jak koty. Bo raz: nic się nie marnuje, dwa: łatwiej potem myć. Na płynie się przyoszczędzi i wodzie. […] Grzeczność nie odmawia. Grzeczność zobowiązuje. Grzeczność nie wybrzydza, wybrzydzają bachory, niejadki, dziwaki, pańskie pieski. Grzeczne dziewczynki, konkursowe dzieci, przyjmują. Później dziękują. Przed jedzeniem, bo dostały, i po jedzeniu, bo zjadły. Dzień dobry mówią, jak wsiadają do autobusu i tramwaju. Najlepiej wszędzie, gdzie tylko da się wejść. Najpierw trzeba się zawsze ukłonić i TO powiedzieć. Że dzień dobry. Nawet gdy ktoś cię nie widzi, nie lubi, gdy ty kogoś nie lubisz, gdy ktoś ci mówi, że jesteś gruba, taki pączek brzydki. Kiedy twoja matka wariatka, a ojciec pijak. Skoro pijak, a ty jego córka, to przecież oczywiste, że jaki ojciec, taka córka. A kilkanaście lat później zachodzisz w ciążę, rodzisz albo nie rodzisz i nie dziwi nic. Schemat się powtarza, choćby ci się wydawało, że ty nigdy, że ty inaczej, że ty na pewno nie. I gdy ktoś cię nie poznaje, to też dzień dobry, bo może akurat za drugim ukłonem, za drugim razem i spojrzeniem pozna. Chociażby po głosie”.

 

Waldemar Okoń: Jestem jak echo

„Muszę zstępować coraz głębiej, odgarniać coraz dłuższe pokłady niechęci, nieumiejętności, zniechęcenia odnajdywane w sobie w innych w tych, z którymi się utożsamiam o których nienawidzę. Coraz cięższe wydają się być stopnie pod nogami, kamienie obserwowane dokładnie kiedy idę, smutek bruków mojego miasta i nikt mi nie wierzy, że pamiętam dokładnie ich spękania, ich martwotę wybrzuszenia i prowizoryczny kształt przysypywany przyniesioną przez ludzi ziemią, spod której wyrastają jeszcze czasami metalowe płyty z niemieckimi napisami, kratownice o profilowanych brzegach, studzienki prowadzące obecnie donikąd, gotyckie napisy rozdeptywane nogami informacje o miejscu i roku produkcji odlewu o jego użyteczności i ponadludzkiej sile pozwalającej mu przetrwać podobnie jak moje nasze słowa pozwolą mi nam przetrwać ukazać moją nasze twarze podobne do nieba usianego gwiazdami. Plecy zgarbione od liter i dalej nie potrafię odtworzyć zgarbienia, zaczynam istnieć jakby mniej realnie niż do tej pory, a może jest to tylko kolejne złudzenie, wystarczy fotografia czas jak woda pomiędzy palcami słucham tekstu ballady zamykającej płytę wyłączy się sama i ja zamilknę ograniczony stroną marginesem zbyt wielką ilością napisanych już książek historiami przelewającymi się przez kolejne kartki kalkami i powtórzeniami akcji”.

Alice Miller: Dramat udanego dziecka

„Dorosły człowiek może doświadczać swoich uczuć jedynie wtedy, gdy dorastał w otoczeniu akceptujących go prawdziwych bądź zastępczych rodziców. Wykorzystywanym w dzieciństwie ludziom brakowało tego, żadne niespodziewane uczucie nie może ich więc zaskoczyć, gdyż dopuszczają jedynie te uczucia, które przepuści spadkobierczyni rodziców - ich wewnętrzna cenzura. Ceną za tę wewnętrzną kontrolę jest depresja, poczucie wewnętrznej pustki. Prawdziwe Ja nie jest zdolne się przejawić, gdyż pozostało w nieświadomym, a więcc nierozwiniętym stanie - zamknięte w wewnętrznym więzieniu. Nieustanne zaś przebywanie w towarzystwie strażników więziennych ne sprzyja prawdziwemu rozwojowi. Dopiero po wyzwoleniu Ja zaczyna się uzewnętrzniać, rosnąć i twórczo rozwijać. Tam, gdzie wcześniej odnaleźć można było jedynie przerażającą pustkę lub równie przerażające fantazje o własej wspaniałości, nieoczekiwanie otwiera się bogactwo autentycznego życia. Nie jest to powrót do domu, gdyż ten dom nigdy przedtem nie istniał. Dorosły sam buduje sobie dom”.

Widzieć wiedzieć

Beatrice Warde, Kryształowy kielich, czyli druk powinien być niewidoczny [w: Widzieć/Wiedzieć. Wybór najważniejszych tekstów o dizajnie, opr. Jacek Mrowczyk]

„Wyobraź sobie butelkę wina. Niech to będzie twój ulubiony gatunek i rocznik, niech wino przyjemnie połyskuje głębokim karmazynem. Na stole stoją dwa kielichy. Jeden ze szczerego złota z kunsztownymi zdobieniami. Drugi z czystego kryształu, cienkiego jak bańka mydlana i tak jak ona przeźroczysty. Nalewasz i wypijasz; a ja na tej podstawie stwierdzę, czy jesteś koneserem wina. Jeżeli bowiem sam trunek nie dostarcza ci dość wrażeń, będziesz chciał mieć poczucie, że pijesz z naczynia wartego tysiące funtów; jeśli zaś należysz do ginącego gatunku miłośników tego napoju bogów, wybierzesz kryształ, gdyż on nie skrywa, lecz ujawnia piękno tego, co zawiera. 

Prażanin z reumatyzmem

Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było. 

Jaroslav Hašek, Szwejk na froncie

Oszaleć, nie oszaleć

Już od dawna wiedziałem, że łatwo można oszaleć. Nietrudno. Nie myślałem jednak, że tak straszliwie łatwo. Z czasem zacząłem coraz lepiej się na tym znać. Tak, że teraz mogę postawić zagadkę: jaka jest najłatwiejsza rzecz na świecie? Oszaleć! I druga zagadka: jaka jest najtrudniejsza rzecz na świecie? Nie oszaleć! Tak więc i ja wniosłem mały wkład do światowej historii zagadek, rebusów, szarad i innych rozrywek umysłowych.

Edward Stachura, Cała jaskrawość

Początek strony