Blog tomaszewska.eu wykorzystuje pliki cookies. Jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. Dane, które zbieram są wykorzystywane wyłącznie do celów statystycznych oraz poprawnego korzystania z serwisu po zalogowaniu.

Albert J. Bernstein: Emocjonalne wampiry w pracy

Kierownik działu jest czarujący jak diabli a menadżerka od promocji słodziutka jak najlepsza przyjaciółka? Tylko dlaczego po każdym dniu pracy czujesz się pozbawiony energii, tracisz poczucie własnej wartości albo godzinami zamartwiasz się kilkoma nieistotnymi literówkami z ostatniego raportu... Odpowiedź jest prosta, a znajdziesz ją w książce dra Alberta J. Bernsteina „Emocjonalne wampiry w pracy”. Sięgnij po nią, jeśli wpadłeś w objęcia wampira. Takiego, który nie boi się światła a zamiast krwi wysysa twoją witalną energię!

Agata Gąsiorowska: Psychologiczne znaczenie pieniędzy

Dobitny refren Maanamu Nic nie oszczędza, sen z oczu spędza, żądza pieniądza w kilku słowach parafrazuje koncepcję koncentracji na sobie i własnych celach jako podstawy psychologicznego znaczenia pieniędzy, zaproponowaną przez dr Agatę Gąsiorowską w publikacji „Psychologiczne znaczenie pieniędzy”. W dziewiętnastu pomysłowych badaniach autorka analizuje egocentryczny model znaczenia pieniędzy, śledząc kolejno ich związek z nasileniem koncentracji na sobie, poziomem samooceny oraz lękiem egzystencjalnym.

Joe Matt: Spust, czyli pamietnik onanisty pasjonata

Poznaj prawdziwego antybohatera Joe Matta: mistrza w sztuce tworzenia i edytowania ponad 8-godzinnych kaset wideo z bootlegami pornografii; dusigrosza, który nigdy nie przegapia okazji do wyłudzenia pieniędzy od przyjaciół; nałogowego onanisty, który nie pojmuje dlaczego nie ma dziewczyny; obsesyjnego kolekcjonera, który gorączkowo poszukuje zabawek z dzieciństwa; niewdzięcznego syna, który wyrzuca każdy podarunek od matki; człowieka tak leniwego, że oddaje mocz do butelki, aby tylko nie iść do łazienki.

„Nie strach się bać” terapeuty rodzinnego Lawrenca J. Cohena to kompendium empatycznego, oddanego i rozumnego rodzicielstwa.  Propaguje techniki ukierunkowane na wyrażenie i akceptowanie emocji oraz wychowywanie przez zabawę. Będziesz zaskoczony, jak wiele można zrozumieć i naprawić podczas piętnastu minut spędzonych z dzieckiem na śmiechu i wygłupach.

Większość z rodziców spotkało się z koniecznością uspokojenia swego rozżalonego dziecka. Dlaczego jest to takie trudne i jak sobie z tym radzić w atmosferze radosnej zabawy opisuje terapeuta rodzinny Lawrence J. Cohen w książce „Nie strach się bać. Jak rodzicielstwo przez zabawę radzi sobie z lękami dzieciństwa”. Zastanów się, jak często wypowiadane z najszczerszymi intencjami „nie ma się czego bać”, „pod łóżkiem nic nie ma”, „to tylko wiatr za oknem” nie zdołały ukoić niepokoju twoich dzieci? Jeśli chcesz poznać mechanizmy funkcjonowania trudnych emocji oraz skutecznie nad nimi panować koniecznie zapoznaj się z metodami opracowanymi przez L. J. Cohena. W książce znajdziesz szereg ćwiczeń relaksacyjnych, pomysłów na rozładowanie złości i pomocnych wskazówek na skuteczniejszą komunikację w rodzinie.

Janusz Korczak: Król Maciuś na wyspie bezludnej

„Dzieci są złe, niesprawiedliwe, złośliwe, kłamliwe. Jeżeli jakieś dziecko się jąka albo troszkę zezuje, albo rude, albo utyka na nogę, albo ma krzywe plecy, albo zrobi w majtki, zaraz mu dokuczają. Wołają: ślepy, kulas, garbus — wyśmiewają. Jak ma dziesięć lat, wyśmiewa się z ośmioletniego, jak ma dwanaście lat, nie chce się bawić z dziesięcioletnim. Jak widzą, że ktoś coś ma, to albo wymanią i oszukają, albo pozwolą się rozporządzać. Jak widzą, że jakieś dziecko jest porządniejsze, zazdroszczą i mszczą się. Jak chłopak silny i dobrze bije, to mu na wszystko pozwalają, a jak jest dobry i cichy, nic sobie z niego nie robią. Powiesz mu sekret, potem się pokłóci i wszystkim rozgada. Ze wszystkiego się wyśmiewają, każdego zaczepią, dają przezwiska. Jeżeli iść po ulicy parami, to przejść nie można. Bo wiedzą, że się nie będą bronić, bo idzie z nimi dozorca i nie pozwala się bić na ulicy. Pełno jest wśród dzieci złodziei. Jeżeli coś pożyczyć, to nie odda, jeszcze powie: „Wynoś się, odczep się, i odejdź, bo ci dam w zęby”. Chwalą się wszystkie. Każdy chce być pierwszy. Kłócą się starsze z młodszymi, chłopcy z dziewczynkami. Teraz rozumiem, dlaczego nie udał się sejm dzieci. Jakże się miał udać? Rozumiem, dlaczego byłem dobry, dopóki miałem serdelki, a potem chcieli mnie zdradzić. I jeszcze nazywali siebie rycerzami Zielonego Sztandaru. Białe dzieci są tak samo dzikie jak czarni ludożercy, a to jest wstyd. Ale Murzyni są nieszczęśliwi, bo nie mają oświaty. Nie chcę wracać do białych. Jeżeli mi się znudzi na bezludnej wyspie, pójdę do kraju Bum-Druma i tam na zawsze zostanę.

Maciuś zapomniał, że smutny król go słucha: mówił do siebie. Musiał wypowiedzieć głośno ten wielki żal, który mu się w duszy nazbierał”.

 

Jolanta Brach-Czaina: Szczeliny istnienia

„Góra brudnych naczyń w zlewie. Właściwie każdy mógłby zmyć po sobie. Ale nikt nie ma czasu. A poza tym i tak pozostałyby wspólne naczynia. Salaterk, waz i półmisków można nie używać, choć to nieznośnie sycha w dół każdy posiłek. Jednak nawet przy skrajnej redukcji zawsze zostaną do mycia garnki. Tłuste. Albo przypalone. Włożone do zlewu razem ze szklankami po herbacie. Teraz co? Zalać to wszystko wodą? Czy palcami wyciągać po jednym? Łatwiej byłoby myć każdy talerz osobno. Tyle, że wówczas trzeba by astawić nimi całą kuchnię, co sprawiałoby przygnębiające wrażenie. Więc może lepiej, jak wrzucone są do zlewu posklejane, upaprane teraz z obu stron, zamiast z jednej.

Iga Zakrzewska-Morawek: Wstyd

„Grzeczne dziewczynki zjadają wszystko, do czysta, nie zostawiając śladu. A gdy nikt nie patrzy, a sos jest do tych gołąbków smaczny, wylizują talerz jak koty. Bo raz: nic się nie marnuje, dwa: łatwiej potem myć. Na płynie się przyoszczędzi i wodzie. […] Grzeczność nie odmawia. Grzeczność zobowiązuje. Grzeczność nie wybrzydza, wybrzydzają bachory, niejadki, dziwaki, pańskie pieski. Grzeczne dziewczynki, konkursowe dzieci, przyjmują. Później dziękują. Przed jedzeniem, bo dostały, i po jedzeniu, bo zjadły. Dzień dobry mówią, jak wsiadają do autobusu i tramwaju. Najlepiej wszędzie, gdzie tylko da się wejść. Najpierw trzeba się zawsze ukłonić i TO powiedzieć. Że dzień dobry. Nawet gdy ktoś cię nie widzi, nie lubi, gdy ty kogoś nie lubisz, gdy ktoś ci mówi, że jesteś gruba, taki pączek brzydki. Kiedy twoja matka wariatka, a ojciec pijak. Skoro pijak, a ty jego córka, to przecież oczywiste, że jaki ojciec, taka córka. A kilkanaście lat później zachodzisz w ciążę, rodzisz albo nie rodzisz i nie dziwi nic. Schemat się powtarza, choćby ci się wydawało, że ty nigdy, że ty inaczej, że ty na pewno nie. I gdy ktoś cię nie poznaje, to też dzień dobry, bo może akurat za drugim ukłonem, za drugim razem i spojrzeniem pozna. Chociażby po głosie”.

 

Waldemar Okoń: Jestem jak echo

„Muszę zstępować coraz głębiej, odgarniać coraz dłuższe pokłady niechęci, nieumiejętności, zniechęcenia odnajdywane w sobie w innych w tych, z którymi się utożsamiam o których nienawidzę. Coraz cięższe wydają się być stopnie pod nogami, kamienie obserwowane dokładnie kiedy idę, smutek bruków mojego miasta i nikt mi nie wierzy, że pamiętam dokładnie ich spękania, ich martwotę wybrzuszenia i prowizoryczny kształt przysypywany przyniesioną przez ludzi ziemią, spod której wyrastają jeszcze czasami metalowe płyty z niemieckimi napisami, kratownice o profilowanych brzegach, studzienki prowadzące obecnie donikąd, gotyckie napisy rozdeptywane nogami informacje o miejscu i roku produkcji odlewu o jego użyteczności i ponadludzkiej sile pozwalającej mu przetrwać podobnie jak moje nasze słowa pozwolą mi nam przetrwać ukazać moją nasze twarze podobne do nieba usianego gwiazdami. Plecy zgarbione od liter i dalej nie potrafię odtworzyć zgarbienia, zaczynam istnieć jakby mniej realnie niż do tej pory, a może jest to tylko kolejne złudzenie, wystarczy fotografia czas jak woda pomiędzy palcami słucham tekstu ballady zamykającej płytę wyłączy się sama i ja zamilknę ograniczony stroną marginesem zbyt wielką ilością napisanych już książek historiami przelewającymi się przez kolejne kartki kalkami i powtórzeniami akcji”.

Alice Miller: Dramat udanego dziecka

„Dorosły człowiek może doświadczać swoich uczuć jedynie wtedy, gdy dorastał w otoczeniu akceptujących go prawdziwych bądź zastępczych rodziców. Wykorzystywanym w dzieciństwie ludziom brakowało tego, żadne niespodziewane uczucie nie może ich więc zaskoczyć, gdyż dopuszczają jedynie te uczucia, które przepuści spadkobierczyni rodziców - ich wewnętrzna cenzura. Ceną za tę wewnętrzną kontrolę jest depresja, poczucie wewnętrznej pustki. Prawdziwe Ja nie jest zdolne się przejawić, gdyż pozostało w nieświadomym, a więcc nierozwiniętym stanie - zamknięte w wewnętrznym więzieniu. Nieustanne zaś przebywanie w towarzystwie strażników więziennych ne sprzyja prawdziwemu rozwojowi. Dopiero po wyzwoleniu Ja zaczyna się uzewnętrzniać, rosnąć i twórczo rozwijać. Tam, gdzie wcześniej odnaleźć można było jedynie przerażającą pustkę lub równie przerażające fantazje o własej wspaniałości, nieoczekiwanie otwiera się bogactwo autentycznego życia. Nie jest to powrót do domu, gdyż ten dom nigdy przedtem nie istniał. Dorosły sam buduje sobie dom”.

Widzieć wiedzieć

Beatrice Warde, Kryształowy kielich, czyli druk powinien być niewidoczny [w: Widzieć/Wiedzieć. Wybór najważniejszych tekstów o dizajnie, opr. Jacek Mrowczyk]

„Wyobraź sobie butelkę wina. Niech to będzie twój ulubiony gatunek i rocznik, niech wino przyjemnie połyskuje głębokim karmazynem. Na stole stoją dwa kielichy. Jeden ze szczerego złota z kunsztownymi zdobieniami. Drugi z czystego kryształu, cienkiego jak bańka mydlana i tak jak ona przeźroczysty. Nalewasz i wypijasz; a ja na tej podstawie stwierdzę, czy jesteś koneserem wina. Jeżeli bowiem sam trunek nie dostarcza ci dość wrażeń, będziesz chciał mieć poczucie, że pijesz z naczynia wartego tysiące funtów; jeśli zaś należysz do ginącego gatunku miłośników tego napoju bogów, wybierzesz kryształ, gdyż on nie skrywa, lecz ujawnia piękno tego, co zawiera. 

Początek strony